17.7.10

MIŁOŚĆ TO OBDARZANIE SIĘ WZAJEMNIE DOBREM

27 IV 1969 r. Mówi Matka.

— U nas nie ma cierpienia w znaczeniu „niezrozumiałego nieszczęścia" lub bólu fizycznego, a przede wszystkim rozumie się „po co?", „dlaczego?", i wszelkie inne wątpliwości są wyjaśnione. Ale niebo — Jego królestwo — to nie obojętność, tępe przyglądanie się wam bez reakcji. Tu jest wykluczone wzajemne dokuczanie sobie, niechęć, złośliwość, odraza czy zadawanie sobie wzajem cierpienia. Jest miłość, a miłość to obdarzanie się wzajemne wszelkim potrzebnym nam dobrem — pomoc, dzielenie się, udzielanie, bliskość, dobroć; nieustanna wymiana. Stąd radość, poczucie szczęścia, jak gdyby nieustannej młodości, entuzjazmu, pragnienie dawania i odbierania („poszerzania się"). To jest tak trudno wyrazić, że polegam raczej na twoim odczuciu i wyobraźni niż na słowach.

Wszystko, co mówi matka w tej wypowiedzi jest godne uwagi. Zatrzymajmy się jednak już na tych słowach. Proszę zwrócić uwagę, że to, co nas odróżnia po tej i po tamtej stronie, to zrozumienie. My tu na skutek grzechu pierworodnego zatraciliśmy tę jedność z Panem – sami zaczęliśmy nazywać, co jest dobre, a co złe i bezpowrotnie tę jedność zatraciliśmy. Bezpowrotnie, ale jedynie póki jesteśmy jeszcze tu na ziemi; gdy już będziemy po tamtej stronie, o ile tylko nie odrzucimy Bożej miłości, na nowo odzyskamy tę pierwotną jedność, a tym samym przyjdzie na nas ZROZUMIENIE.