22.12.09

Do tych ludzi, także świeckich, którzy oddali swoje życie do dyspozycji — Bogu

Powiedz ludziom, niech nie gardzą i nie lekceważą słowa Bożego, by nie byli winni upadkowi tych słabych, do których ono dojść powinno, by podtrzymać ich i nawrócić ku Jego owczarni. Nie jesteście bardziej kochani niż oni, ale o wiele bardziej odpowiedzialni przed Panem, bo otrzymaliście o wiele więcej niż oni — za darmo, nie będąc lepszymi — a chcecie zatrzymywać miłosierdzie Pana, zakopując i kryjąc to, co przekazywać macie. Zapominacie, że do służby potrzebującym Słowa powołał was Pan, a nie dla dogadzania wam w waszej próżności. Jego wszystkimi darami zostaliście obdzieleni dla pomocy tym, którzy ich nie otrzymali. Ale dary Jego to ogień, to pochodnie gorejące, które oświetlać mają wspólną drogę ku Niemu; kto je zatrzymuje dla własnego użytku, dla chwały własnej, tego spopielić mogą.

Te słowa w sposób szczególny przyjmuję do siebie. Wiem, że Bóg tak pokierował moim życiem, bym napisał Listy…; jednocześnie wiem, że byłem tylko narzędziem – do dziś Listy… zadziwiają mnie swoją mądrością, przekraczającą moją mądrość… Niczego nie pragnąłem bardziej niż tego, by to moje spojrzenie na miłość się upowszechniało, by wszyscy patrzyli na miłość Bożymi oczami…
Czy jednak nie poczułem się przez to lepszy? Czyż nie było tak, iż nagle zacząłem uważać, że księża zamiast mówić o rzeczach ważnych, wygłaszają same krągłe zdania pozbawione treści (nie wszyscy co prawda – np. ks. Zygmunt Malacki zawsze był dla mnie wzorem)?
Dziś spokorniałem – podziwiam księży, że mimo wszystko udaje im się przynajmniej część ludzi zatrzymać… Podziwiam rekolekcjonistów, którzy do dziś potrafią sprawić, iż pełne kościoły poddają się działaniu Ducha… - ja bym nie potrafił.
Dziś też widzę, jak trudno jest dotrzeć do ludzi z tak mądrymi i tak dziś potrzebnymi tekstami, jak to właśnie świadectwo – świadectwo Anny…











13 komentarzy:

  1. Leszku - to świadectwo Anny uczy także mnie właściwego spojrzenia na Słowo Boże ; dużo czerpię z tego dobrego i ukierunkowuje moje myślenie; patrząc dziś na długie kolejki do konfesjonału uświadomiłam sobie, że mamy za co dziekować Bogu - między innymi za powołania kapłańskie, że mamy mozliwość skorzystanai z sakramentu pokkuty; to pokazuje jak wielkie są owoce pcałorocznje pracy naszych księży; pozdrawia -dzisiejsza Jubiltaka, która mimo nawału pracy znalazła chwilkę aby tu zajrzeć;

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi miło Basiu, że znalazłaś czas. I cieszy mnie, że odnajdujesz coś dla siebie na tym blogu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Leszku - czytając rozważam i porównuję swoje życie z tym co napisane; łatwo napisać [powiedzieć] oddaję swoje życie Panu Bogu, ale to nie takie proste. Gdybyśmy pojmowali wolę Bożą i znali Jego plany oraz zamiary względem nas, to możemy stwierdzić czy oddaliśmy swoje życie Bogu, ale kiedy korczymy przez życie po omacku, to nigdy nie wiemy czy kierujemy się wolą Bożą, czy swoją; pozdrawiam ; WESOŁYCH i ZDROWYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też Leszku te słowa w szczególny sposób przyjmuję do siebie. Niczego tak się nie boję jak rozdźwięku między słowami (mówionymi do ludzi czy pisanymi w kom.)a czynami. Bo to by był fałsz, samozakłamanie, najgorsza obłuda gdybym pisała popbożnie a w życiu realnym nie dawała z siebie wszystkiego co mogę dać.
    Te słowa zwłaszcza w okresie przed Bożym Narodzeniem są naprawdę potrzebne i jak dobrze, że to napisałeś:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A teraz mogę napisać, że jestem wykończona, przed chwilą wydobyłam się właśnie z otchłani mrożonych pierogów i sałatki jarzynowej i jestem spokojna i szczęśliwa:):):)
    I przyszłam by złożyć Ci Najlepsze Życzenia Świąteczne -one zasługują na oddzielny kom. więc są poniżej:

    OdpowiedzUsuń
  6. Znalazłam takie zdanie O. Pio:
    "Wszystkie święta kościelne są piękne... Wielkanoc, owszem, tak, jest świętem chwały... ale Boże Narodzenie ma jakąś delikatność, jakąś słodycz dziecięcą, która ujmuje całe moje serce".
    Leszku -tego Ci życzę - byś wciąż odkrywał i zdobywał delikatność, dziecięcą słodycz Świąt Bożego Narodzenia i dzielił się nią z ludźmi. Tymi najbliższymi i tymi, którzy tu przychodzą.
    Niech Dzieciątko Jezus Ci błogosławi i wszystkim , których kochasz:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Basiu, piszesz kiedy kroczymy przez życie po omacku, to nigdy nie wiemy czy kierujemy się wolą Bożą i jest to oczywiście prawda. Na skutek grzechu pierworodnego utraciliśmy pierwotną jedność z Bogiem. Jednak o ile tylko rzeczywiście pragniemy pełnić wolę Bożą (a w Twoim przypadku nie mam wątpliwości, że tak jest), to o ile tylko kroczymy właściwą drogą, nawet wówczas, gdy tego wcale nie jesteśmy pewni, Pan się nie odzywa; odezwie się dopiero wówczas, gdy zaczynamy błądzić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moherku, przyznaję, że specjalnie dobrałem moment ogłoszenia tej notki, by się zbiegał ze Świętami Bożego Narodzenia. A co do tego cytatu z o. Pio, tak sobie myślę, że osoba wierząca zawsze musi mieć w sobie coś z dziecka - święta Bożego Narodzenia na nowo to z nas wydobywają. Każdy, choćby był nawet przygnieciony ciężarem życia, właśnie w tym okresie, nawet wtedy, gdy pakuje prezenty, zaczyna się zastanawiać, czy to jednak Św. Mikołaj ich nie przyniósł...

    OdpowiedzUsuń
  9. Leszku -zaczęłam czytać Twoje "Listy o miłości".
    Jakoś nie ze wszystkim się zgadzam ale może po rozwinięciu tematu (czyli po przeczytaniu całości:) moje wątpliwości ustąpią.
    Zawsze uważałam, że mam za mało miłości ku Bogu i ludziom i wogóle, że mało o niej wiem.

    Pozdrawiam Noworocznie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moherku, masz prawo się nie zgadzać. Gdy pisałem Listy.. sądziłem, że wszyscy tak myślą, jak ja; później już tylko że jest nas dwóch - ja i Michel Quist. Ale ks. Malacki sprowadził Michela Quista do Polski i okazało się, że jednak to tylko ja tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze ze Listy mozno przeczytac ale bardzo zal ze nie mozno komientowac ani przeczytac starzych komientazy
    Nela

    OdpowiedzUsuń
  12. Nelu, Listy o miłości były moim pierwszym blogiem, który onet bez żadnego uprzedzenia skasował. Tam były komentarze. Na blogspocie napisałem, że komentarze są na onecie, bo jak zapewne zauważyłaś, wszystkie notki założyłem jednego dnia - nie był więc to normalnie żyjący blog. Może rzeczywiście powinienem włączyć możliwość komentowania (przyznaję, że nawet nie pamiętałem, iż jej nie ma).

    OdpowiedzUsuń
  13. Okazało się, że z możliwości umieszczania komentarzy wyłączeni byli użytkownicy anonimowi (ale i tak nie było jeszcze ani jednego komentarza) - włączyłem.

    OdpowiedzUsuń