12.1.10

Do tych ludzi, także świeckich, którzy oddali swoje życie do dyspozycji — Bogu [3]

Do waszej dyspozycji Pan pozostawia największą energię wszechświatów — swoją miłość. To dosyć, by ziemię przemienić w jednej chwili w królestwo Boże, jeśliby było w was dość dobrej woli. O tę dobrą wolę służenia Panu musicie prosić, lecz trwając w Nim, stale i czujnie. Bez głębokiego złączenia się z Chrystusem, szczerego, poufałego, pełnego ufności, pokory i uciszenia, bez słuchania Jego słów i wykonywania ich, bez pragnienia zrozumienia Jego planów i Jego wskazówek — nie zrobicie nic, zmartwiejecie.

Czegoś mi zabrakło - Ufności? Pokory? Uciszenia?
Nie zrobiłem nic - zmartwiałem…


11 komentarzy:

  1. Wiesz Leszku - bo ja sobie myślę że wraz z zawierzenim przyjdzie ufność, pokora, wyciszenie.
    U mnie narazie jest tylko ufność; ale dobry Pan do reszty mnie także doprowadzi - ufam;

    OdpowiedzUsuń
  2. Leszku -looknij na blog Basi -niedaleko po początku ostatniej notki jest rozmowa nt. Bożej obecności w człowieku. Napisałeś mi objaśnienie w "Listach ps" ale wciąż mi jakoś mało...i nie wiem dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo Twoja notka teraz napisana to jakby ciąg dalszy dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  4. A tak w ogóle to że nie zrobiłam ..czegoś tam nie oznacza, że zmartwiałam. Ty też nie zmartwiałeś:). Ta notka jest wielowątkowa i mocno dotyka tematu poznania Woli Bożej.

    Leszku -piszę dopóki jestem chora. Jak wyzdrowieję będę myśleć nad tym co mi napiszesz w odpowiedzi:). Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacznę od rzeczy najmniej ważnej, czyli od tego, czy zmartwiałem, czy nie? Ten swój komentarz do Świadectwa Anny pisałem jakiś czas temu pod wpływem świątecznych niespełnionych nadziei i dotyczyło to owoców mojego życia (ale nie chcę tego rozwijać).

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem.

    Tak sobie myślę, że niezależnie od tego w jakim stanie duchowym człowiek się znajduje (pomijając świadome oddanie się szatanowi), Bóg jest z człowiekiem. Oczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem z Nim w stanie łaski uświęcajacej i byciem niejako "obok" Boga w stanie grzechu ciężkiego, kiedy dusza jest martwa dla zycia w łasce. Ale nie wyobrażam sobie by Bóg opuścił całkiem swoje dziecko tylko dlatego, że ono ciężko upadło. Bo do tej pory cała ludzkość już musiała by być zgubiona. Bóg -Miłość jest obok ciężko grzeszących i wciąż ich woła -tak myślę. Woła poprzez wydarzenia w ich życiu i dlatego, że jest Miłosierdziem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przejdźmy do tego, co naprawdę ważne, czyli do tego, o co pytasz. Zacząć trzeba od tego, co jest było istotą grzechu pierworodnego. Otóż pierwotnie pierwsi rodzice żyli w pełnej jedności z Bogiem. Często mówi się o tym, że to, co nas od Niego odgradza, to nasze ciało (i ten pogląd ma silne oparcie w NT) - i coś w tym rzeczywiście jest, ale jednak przed zerwaniem jabłka pierwsi rodzice nie mieli problemu w zachowaniu jedności z Bogiem (mimo tego ciała). A więc to nie samo ciało jest przeszkodą. Stało się ono przeszkodą dopiero po popełnieniu grzechu przez pierwszych rodziców. Przypominam, że drzewo nazywało się drzewem wiadomości dobrego i złego - grzech pierwszych rodziców polegał więc na tym, że oni sami zaczęli nazywać, co jest dobre, a co złe. Dopiero to spowodowało utratę pierwotnej jedności z Bogiem i od tego momentu ciało zaczęło stanowić przeszkodę. Dlaczego dopiero od tego momentu?
    Wcześniej pierwsi rodzice w pełni ufali Bogu, a skoro ufali, to zawsze wypełniali Jego wolę. Odkąd jednak sami zaczęli nazywać, co jest dobre, a co złe, to wszelkie pragnienia swojego ciała mogli zacząć nazywać dobrem. Takie samooszukiwanie dodatkowo wywołuje jeszcze taki skutek, że człowiek zagłusza w sobie głos Boga - nie chce Go słuchać (w końcu nie po to siebie oszukuje, by teraz spojrzeć na siebie w prawdzie). Bóg cały czas jest przy człowieku i cały czas pragnie jego dobra - cały czas chce wskazywać mu właściwą drogę; ale im bardziej ktoś uwikłany w samooszukiwanie siebie, tym bardziej ucieka od Boga - to w tym własnie sensie (i tylko w tym) Bóg w nim nie mieszka.
    Dopiero gdy stanie sam przed sobą w prawdzie i taki ogołocony z masek, za którymi się ukrywa, pójdzie do konfesjonału pojednać się z Bogiem, gdy przyajmniej na moment przestanie sam nazywać, co jest dobre, a co złe, lecz przyjmie to, co mówi mu Bóg, dopiero wtedy znowu zacznie odczuwać Jego obecność - zacznie mówić, że Bóg w nim zamieszkał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moherku, dosyć długo pisałem swoją odpowiedź (szczególnie, że jeszcze córce pomagałem w lekcjach) i dopiero teraz przeczytałem to, co mi odpowiedziałaś po pierwszej części - jak najbardziej się z Tobą zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest jeszcze jedno spojrzenie: Mówię Bóg mieszka we mnie, co oznacza, że wpuściłem Go do siebie (oraz per analogiam nie mieszka - nie wpuściłem Go do siebie). Taki opis podkreśla, że Bóg szanuje naszą wolność, którą nas obdarował.
    Każdy taki opis coś mówi, dotyka jakiegoś aspektu relacji Bóg-człowiek, jednak niczego nie wyjaśnia do końca.
    W każdym razie Bóg jest wszędzie - a więc jest również w nas i to jest zupełnie od nas niezależne; z drugiej jednak strony szanuje naszą wolność i działa w nas na tyle tylko, na ile Mu pozwalamy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Leszku tak! zgadzam się -tzn. myślę tak samo:) Bo przez chwilę zachwiała się moja wiara w słuszność mojego spojrzenia na Boga. Gdyby Go nie było przy Swoich dzieciach także gdy są grzeszne nie mógłby być tą Miłościa za jaką Go uważam a On Jest o wiele większa Miłością, niż mogę sobie to wyobrazić.

    A w ogóle to zanim tu weszłam to dopisałam Ci wyjaśnienie w "Listach".
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń