3.2.10

Uwierzcie, że cierpienia są lekarstwem duszy i nigdy Pan nie daje ich bez przyczyny [2]

Cierpienia ofiarowane Bogu mogą ocalić od zguby cały świat, a nie tylko pojedynczych ludzi, zaś ofiarowującego je przywieźć natychmiast w ramiona Boga. Dla wielu daje je Pan jako dar męczeństwa — braterstwo z Jezusem w konaniu i śmierci; tak jak inni zawierają je przez ubóstwo, życie ukryte bez skarg i narzekania, służbę samarytańską, życie bezdomne (porzucenie wszystkiego, co bliskie i drogie sercu), życie w posłuszeństwie i modlitwie, głoszenie słowa Pana i posługiwanie Mu. Kościół przez wieki powtarza i spełnia w swoim Ciele Mistycznym żywot ziemski Boga-Człowieka (bo w Jego naturze boskiej jest on nieskończony, tak jak nieustająca jest ofiara śmierci Chrystusa Pana za rodzaj ludzki).
Bóg sam przyjął naturę ludzką, by odkupić znieprawionego człowieka, ale Kościół — lud Boży — w całości swojej podąża śladami Pana, aby nieustannie upodabniając się do Niego przekraczać bramę królestwa i jednoczyć swe drobne, ludzkie wysiłki z gorejącą Obecnością we wspólnej spełnionej miłości.
Jest to droga jedyna, wskazana nam całym życiem Jezusa Chrystusa, droga odzyskanego synostwa, wiary, ufności i miłości.

Cierpienia nie powinniśmy zatrzymywać dla siebie – ściślej: w sobie; Cierpienia ofiarowane Bogu mogą ocalić od zguby cały świat.

15 komentarzy:

  1. Bardzo boję się cierpienia;
    Panie Ty widzisz, że swego krzyza się lękam;
    Panie Ty widzisz _cierpienia unikam
    Dlatego pod Twoim krzyzem klekam
    I do Twych stop sie znizam......
    klawiatura mi strajkujeł pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Krzyż, który się dostało, należy zawsze przyjąć, bo to jest krzyż "szyty" na miarę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cierpieniem Bóg ukazuje nam naszą miłosc :)
    zapraszam na mój blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego człowiek ma przyjmować na siebie cierpienie za inną osobę? DLaczego ktoś niewinny ma cierpieć ? Jak niby cierpienie ma kogokolwiek innego przed czymś ocalić?. Jak Bóg pokazuje nam miłość przez cierpienie? CHore dzieci umierające na oczach rodziców to ma być dar?

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy;
    Jedyny, umiłowany i niewinny SYN Boży cierpiał na oczach swego Ojca - cena jaką musiał zapłacić za inne osoby - za mnie i za Ciebie, byśmy mogli być dziećmi Bożymi; człowiek nie potrafi zrozumieć sensu cierpienia, dlatego stawia takie pytania, jakie ty tutaj napisałeś;

    OdpowiedzUsuń
  6. Beato całkowicie mnie zaskoczyłaś. Kiedyś bywałem u Ciebie, ale że kontakt był jednostronny, to przestałem przychodzić. Podejrzewam, że teraz trafiłaś przez przypadek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zacznę od zwrócenia uwagi, że Bóg nikomu nie zadaje cierpienia - Bóg jedynie człowieka przed cierpieniem nie chroni. Dziecko nie umiera na oczach rodziców, bo Bóg tak chciał (choć być może nieraz słyszałeś to zdanie); umiera, bo od czasu grzechu pierworodnego na świecie jest i choroba i śmierć. A dlaczego dopuszcza?
    Od czasu utracenia pierwotnej jedności z Bogiem (co również jest wynikiem grzechu pierworodnego), człowiek potrafi żyć w zakłamaniu; bardzo często jest tak, że dopiero bardzo silne przeżycia wyrywają człowieka z jego skorupy; dopiero cierpienie sprawia, że człowiek zaczyna zadawać sobie najważniejsze w życiu pytania; dopiero wtedy zaczyna zadawać sobie pytanie, na ile on sam stał się przyczyną cierpienia innych... Pamiętaj przy tym, że właściwą perspektywą do spojrzenia na czyjeś życie, jest wieczność. Dopiero wtedy, gdy mamy tę perspektywę, wszystko zyskuje właściwe proporcje..

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy, oprócz tej odpowiedzi, którą napisałem przed chwilą, proszę przeczytaj poprzednią notkę, czyli pierwszą część wypowiedzi o. Ludwika i mój komentarz do tej wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepraszam, ale dopiero teraz przyszła do mnie poczta, a już dawno temu Nela prosiła mnie o wstawienie jej komentarza do wypowiedzi Anonimowego (byłaby to pierwsza odpowiedź):

    Ze świadectwa różnych ludzi zrobiłam wynik - cierpi ten, kto kocha, człowiek pozbawiony miłości nie zna tego, co to cierpienie. Cytuję dosłownie słowa jednego Pana „Byłem niewierzącym, grzeszyłem, nie cierpiałem. Po nawróceniu przyszło do mnie wiele cierpień, ale więcej wielu radości. Czuje się szczęśliwym”

    Im więcej miłości do ludzi, tym więcej bólu z ich powodu.

    Bóg nie chce naszego cierpienia. Pomaga znosić cierpienia nam ofiarowane - znam to z własnego doświadczenia.

    Nela

    OdpowiedzUsuń
  10. Też wcześniej nie rozumiałem dlaczego Bóg dopuszcza to całe ZŁO na świecie? Ciekawe... przed nawróceniem człowiek ma jednak mniej szans na zrozumienie otaczającej go rzeczywistości, nie widzi PRAWDY... i tu chyba własnie pojawia się CIERPIENIE, otwiera oczy i zmysły, kształtuje, uszlachetnia... wpych w ramiona Boga... ehhh... ale się rozkreciłem ;-))) TsJ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie - jest dokładnie tak, jak piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jezus Chrystus i Kościół po prostu lubują się w cierpieniu. Ot cała filozofia.
    A co do Chrystusa: na krzyżu mówił do łotra "jeszcze dziś będziesz ze mną w raju" a w wyznaniu wiary jest wers "ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał" No to pytanie jest KTO TU KŁMIE?
    Opamięajcie się biedni nosiciele cudzych krzyży!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, zacznę od Twojego zarzutu rzekomego kłamstwa - proszę przeczytaj to, co napisałem o tym przed pięciu laty http://listy-o-milosci-ps.blog.onet.pl/Zaprawde-powiadam-ci-dzis-bedz,2,ID198998006,DA2007-04-18,n - myślę, że zyskasz szersze spojrzenie i lepiej umocowane w Biblii.
      A teraz przejdę do tego Twojego zdania Jezus Chrystus i Kościół po prostu lubują się w cierpieniu. Ot cała filozofia., bo wydaje mi się, że nic z tego nie rozumiesz. Myślę, że zauważasz, iż cierpienie towarzyszy życiu człowieka. Ono po prostu jest i człowiek ma kilka wyjść:
      1. Może temu zaprzeczać - myślę, że Ty temu nie zaprzeczasz; mało - doskonale wiesz, że zaprzeczanie faktom to droga donikąd.
      2. Druga droga to szukanie odpowiedzi na pytanie, czemu służy to cierpienie. To jest właśnie ta droga, którą obierają ludzie wierzący. Nikt z nas nie lubuje się w cierpieniu - mało każdy chciałby tego cierpienia zaznać jak najmniej w swoim życiu, ale gdy ono przychodzi, stara się odnaleźć jego sens, a nawet gdy tego sensu nie potrafi odnaleźć, stara się nadać temu cierpieniu jakiś sens poprzez dobrowolne przyjęcie tego cierpienia i ofiarowania tego cierpienia w jakiejś/czyjejś intencji.
      3. Trzecia droga, której jak się domyślam, jesteś zwolennikiem, polega na unikaniu za wszelką cenę cierpienia, a gdy ono przychodzi, buntowaniu się przeciw niemu. Pytanie jest jednak takie, czy przez to, że się przeciw niemu buntujesz, staje się ono lżejsze? - obawiam się, że nie, czego pośrednim dowodem jest ton Twojej wypowiedzi przy tej notce. Zastanów się, która z tych dróg jest najbardziej racjonalna.

      Usuń
  13. Wielkie nieporozumienie, chociaż doceniam Pana zaangażwanie. Na wasze forum trafiłem przypadkiem, wpisując frazę "cierpienie jest lekarstwem" - przypomniało mi się to kuriozalne stwierdzenie z, bodajże, katechizmu do bierzmowania. Jeśli o mnie chodzi, to niczego nie neguję - z faktami się nie dyskutuje. Co do samego cierpienia, to nawet bez bezpośredniej pomocy boskiej Kościół ma narzędzia i siłę przekazu aby uświadomić ludzkość, że wielu przykrych spraw można by uniknąć. Jakość życia byłby lepsza. (np. wskazać źródła sterów, biedy, wyzysku, chciwość koncernów farmaceutycznych itd.) Ale najwyraźniej Kościołowi zależy na czymś przeciwnym. Bo Chrystus i krzyż to narzędzia Kościoła do zniewalania i upokarzania ludzi, do władzy tu, właśnie tu, na ziemi. "Podziwiam" osoby, które z takim zaangażowaniem bronią czegoś, co zatruwa ich własne życie oraz życie bliskich. Wiem, wiem, bredzę gdyż Chrystus już tyle razy dał Wam wsparcie, czynił cuda, jak np. gdy ocaleje dziecko podczas trzęsienia ziemi (mniejsza o to że 100 tys. innych ludzi zginęło w męczarniach), albo gdy hostia krwawi.

    Co do Pana artykułu z przed pięciu lat - jestem zaskoczony. Gdy trzeba, można odrzucić pięć tłumaczeń by wybrać obce (jehowici), ale pasujące. Odważne posunięcie. Mniejsza o styl, bo trudno mi wyobrazić sobie
    zdanie "zaprawdę powiadam ci dziś..." Bardzo skomplikowana składnia jak na rozmowę dwóch umierających osób. Jedno co się potwierdza, to że wielokrotne kopiowanie druku jedynie nanosi nowe błędy a stare multiplikuje.
    (tu ukon dla pana Dawkinsa, którego bynajmniej nie cenię, bo śmieszy mnie autor, który potrzebuje 500 str. książki aby udowodnić, że Boga nie ma. Ale kiedy ktoś ma rację, to ma.) Mógłbym teraz pastwić się nad innym biblijnym określeniem: "młoda kobieta" czy "dziewica", co znów uderza w pewne fundamenty wiary.
    Ale jaki to ma sens? Niech każdy wierzy w to co chce, byle myślał samodzielnie i nie bał się. Bo Kościół niestety zabrania myśleć samodzielnie pod sankcją piekła. Można by znów zapytać, dlaczego nie wolno myśleć?
    W przeciwnym przypadku trzeba naginać własne przekonania i wmówić sobie, że jeden przecinek niczego nie zmnienia. No w zasadzie nie, ale czy Panu dobrze z takim samo-wytłumaczeniem?
    Proponuję więcej luzu w życiu, bo Bóg, jeśli istnieje, nie może być takim sztywniakiem jak go opisuje Kościół. Przecież to by było bez sensu. Swoją drogą, czy Chrystus kiedykolwiek się usmiechał?
    Mariusz Anonim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę Mariuszu, że należysz do ludzi, którzy na wszystko patrzą z góry i wszystko wiedzą najlepiej. Z wielkim przekonujesz Kościół niestety zabrania myśleć samodzielnie, a gdy Tobie zadaję pytania, to nie potrafisz na nie odpowiedzieć, ale przykrywasz to potokiem słów (które zresztą się mają zupełnie nijak do przeczytanego tekstu - gdzie np. znalazłeś, że przyjąłem tłumaczenie Świadków Jehowy?)

      Usuń