niedziela, 16 maja 2010

PLANY BOŻE OBEJMUJĄ WSZYSTKIE DROGI I WSZYSTKIE TĘSKNOTY LUDZKIE

30 I 1969 r. Mówi Bartek.
— Możemy nie tylko wskazywać słuszny i prawidłowy kierunek „służb", ale i wytłumaczyć, dlaczego taki jest najlepszy i najpożyteczniejszy dla was.
Ponieważ jej (pewnej osoby) rozumowanie jest zbliżone do naszego (bez zawziętości i mściwości, a przez to nie ciasne), wiele naszych propozycji mogłaby zrozumieć i przekazać innym. Ale jeżeli się „boi" i woli nie wiedzieć lub uważa, że jej żadna pomoc nie jest potrzebna, to trudno. Staramy się nie ranić cudzych ambicji, ale już ci mówiłem, że im więcej ktoś z was otrzymał, tym mniej jest skory służyć Bogu, Krajowi, Kościołowi itp., a tylko służy swojej pysze, zachłanności posiadania i znaczenia, posługując się Bogiem, Kościołem czy Polską. Z takimi ludźmi my nie chcemy mieć nic do czynienia, gdyż nie im służymy, a Bogu dla Jego planów na ziemi i w Polsce.


Myślę, że w tym momencie warto przerwać ten opis – wrócę do niego w następnej notce, ale dziś tu przerwę. Dlaczego? Bo chciałbym to odnieść do tego, co dziś się dzieje w kraju. Zwróćmy uwagę – ci, którzy są już po tamtej stronie, chcą pomagać Możemy nie tylko wskazywać słuszny i prawidłowy kierunek „służb", ale i wytłumaczyć, dlaczego taki jest najlepszy i najpożyteczniejszy dla was; jednak im więcej ktoś z was otrzymał, tym mniej jest skory służyć Bogu, Krajowi, Kościołowi itp., a tylko służy swojej pysze, zachłanności posiadania i znaczenia, posługując się Bogiem, Kościołem czy Polską. Z takimi ludźmi my nie chcemy mieć nic do czynienia, gdyż nie im służymy, a Bogu dla Jego planów na ziemi i w Polsce.
Niestety taka jest właśnie prawda, że ci, którzy dużo dostali bardzo łatwo popadają w samo zachwyt i zapatrzeni w siebie nikogo już nie widzą…




sobota, 8 maja 2010

Chrystus nigdy nie kładł tamy przed myśleniem

Powiedziałam Bartkowi, że znajomi z obawą lub niechęcią przyjmują ich słowa o niebie i czyśćcu, o współpracy, że boją się herezji i pytają o formę (sposób) rozmowy, zamiast zastanowić się nad treścią.
— Każdy normalny człowiek nie tylko pyta: „Czy to jest zatwierdzone przez autorytet?", lecz również: „Czy to jest dobre czy złe? W działaniu przyniesie pożytek czy szkodę?" No a chrześcijanie, wydaje się, że nie powinni mieć trudności z pytaniem: „Czy zgadza się to z przykazaniem miłości bliźniego, czy mu zaprzecza?" Zagubiliście się w formułkach, w „zezwoleniach na myślenie". W oczekiwaniu na dyrygowanie nie śmiecie już myśleć swobodnie i samodzielnie. Przepraszam, ale co to ma wspólnego z prawdziwym królestwem miłości, ze swobodą i wolnością dzieci Bożych? Przypomnij sobie Ewangelię — czyż Chrystus nie uczył „czynić dobrze"? Ale nigdy nie znajdziesz tam słowa o „obawie przed samodzielnym czynieniem dobra"; przeciwnie, a uzdrowienie chorego w szabat? Chrystus sam był przykładem działania z dobroci serca, ze współczucia i chęci pomocy swoim biednym, kalekim i nic nie rozumiejącym bliźnim.
Wszystko, co czynimy my, czynimy w Nim — przez Jego miłość, współczucie i miłosierdzie dla was, a i przez Jego miłość do nas, która obdarza nas prawem współpomocy, uczestniczenia w niej. Zastanówcie się trochę. Przecież wasz ziemski Kościół katolicki to nie budowla sama dla siebie, to ma być odbicie Jego królestwa — tu. Po to został założony, aby dopomóc wam znaleźć drogę, ogarnąć was, objąć wspólną miłością, by łatwiej wam się szło. (...)
Chrystus nigdy nie kładł tamy przed myśleniem. Jednym słowem nie ograniczył możliwości poznawania, a tylko stwierdzał, że (wówczas) nie dorośliśmy jeszcze do zrozumienia wielu spraw. Ale dorastamy.
Nic sprzecznego ze słowami Chrystusa nie powiemy ci nigdy, po prostu dlatego, że kto, jak nie On, wiedział i rozumiał wszystko, a więc był świadomy i tego, co my możemy przyjąć i zrozumieć. Jednak wiele spraw zostało naświetlonych później, przez ludzi — mylnie lub na poziomie ówczesnej wiedzy o świecie. W samym Kościele są przecież różnorodne nurty: augustianizm, tomizm, no i wiele współczesnych teorii, np. Teilharda de Chardin. Nie był on heretykiem, bądź pewna, zależało mu na zbliżeniu myśli naukowej do Boga, na zobrazowaniu, że „religia" jest wiedzą, logiczną wiedzą sięgającą poza materię, uchwytną jednak dla umysłu ludzkiego.
Dużo wiem w stosunku do tego, co znałem „w życiu". Uczę się tego co ważne, co mądre, co prawdziwe, co wam przyniesie pożytek, a nie tracę czasu na bzdury lub konieczność walki o byt. Tu się chłonie mądrość — bo tak to trzeba nazwać słuszniej niż wiedzą.

Myślę, że tym razem zacytowałem na tyle obszerny fragment, że nie ma miejsca na komentarz - sam tekst się broni.


poniedziałek, 3 maja 2010

O modlitwie

7 XII 1968 r. Mówi Bartek.

— Dobrze zrobiłaś, tak trzeba zawsze, od rana. I to mówię ci ja, który sam nigdy nie wypełniłem świadomie i dobrowolnie tego podstawowego zadania. Pacierz, to nie chodzi o „odklepanie" formułek. Trzeba każdy dzień oddawać Bogu do dyspozycji, natychmiast, od rana. Cały dzień powinniśmy być Jego czynnymi pomocnikami, sługami, przyjaciółmi — jak wolisz to rozumieć — ale wolną rękę do działania przez nas powinniśmy dawać Bogu dobrowolnie i świadomie. On pragnie, abyśmy sami chcieli Mu pomagać.

Dopiero po nawróceniu zaczynamy zauważać, że wiarę można bardzo łatwo spłycić – że zamiast ludźmi wierzącymi, jesteśmy ludźmi religijnymi. Jaka jest różnica?
Człowiek religijny będzie pamiętał o pacierzu rano i będzie pamiętał wieczorem. W każdą niedzielę pójdzie do kościoła. W każdy piątek zachowa post – nie weźmie mięsa do ust. Przynajmniej raz w roku przystąpi do spowiedzi i pójdzie do komunii. Co roku przyjmie księdza chodzącego po kolędzie. W Wigilę pójdzie na Pasterkę, a na Wielkanoc na Rezurekcję (w Wielki Czwartek, Piątek, Sobotę – czasu na kościół nie ma – wiadomo trzeba przygotować święta, ale na Rezurekcję trzeba iść koniecznie).

Co jest charakterystyczne dla takiego człowieka?

Widać tu wyraźne oddzielenie życia religijnego od życia w ogóle! Jest czas poświęcony na kościół, ale jest też czas zwyczajnych obowiązków. Bardzo wyraźnie to widać właśnie podczas Triduum Paschalnego – nie ma w kalendarzu liturgicznym ważniejszego okresu, niż właśnie ten; tymczasem przygotowanie świąt staje się ważniejsze od liturgii…

Tymczasem dla człowieka wiary jego życie jest życiem przed Bogiem – dokładnie tak, jak to powiedział Bartek.

piątek, 2 kwietnia 2010

Pamiętaj przy Komunii

— Dobrze robisz, nie zapominając przy Komunii o Bartku i jego przyjaciołach. Im twoja pomoc jest potrzebna. Widzisz, oni są z Nami, mogą się oczyszczać — tu, ale do Jezusa tutaj tak zbliżyć się nie można (o ile nie jest się już czystym) jak na ziemi. Ty możesz im to zbliżenie ułatwić, gdyż ty sama spotykasz się z Nim w każdej Komunii podczas każdej Mszy. To jest zawsze spotkanie prawdziwe, bliskość, rozmowa, obcowanie. Wtedy On jest zawsze tym miłosierniejszy, im ty tego bardziej potrzebujesz, a jeżeli ty prosisz, aby Bartek i inni byli przy tobie, z tobą, to przez ciebie jak gdyby uczestniczą w tej łączności.
Ty nie „czujesz" nic, bo sprawy ducha nie „dzieją się" na płaszczyźnie uczuciowej, ale powinnaś wiedzieć i rozumieć, że to Bóg sam, osobiście, przybywa do ciebie, ponieważ to, że chcesz przystąpić do Komunii świętej, oznacza, że wzywasz Go, że Go pragniesz, potrzebujesz, że Go kochasz (na swój sposób, to znaczy niesłychanie słabo i mało świadomie, tak jak małe dziecko kocha ojca).
Wszyscy na ziemi tak bardzo nie rozumiemy znaczenia Komunii świętej, ale „nasi chłopcy" (czyli Bartek i inni) widzą i rozumieją powagę i wielkość tego złączenia i potrafią z niego korzystać. To tak, jakbyś brała kogoś za rękę i idąc na Błogosławieństwo, na audiencję, na spotkanie z Jezusem, przyprowadzała innych, aby i oni je otrzymali, byli obecni, uczestniczyli w nim. Chrystus się cieszy, gdy myślisz o innych (z obu światów), więc rób to, łącz, spotykaj. Zapewniam cię, że oni są wtedy obecni i są nieskończenie szczęśliwi, a co brakuje twojej adoracji, oni uzupełniają. To jest jeszcze jeden sposób wykazania miłości braterskiej.

Zwracam uwagę, że będąc w czyśćcu (czyli w niebie, ale w stanie jeszcze niepełnego oczyszczenia) nie będziemy w takim stanie jedności z Jezusem Chrystusem, w jakim możemy być dziś dzięki eucharystii. Ale co równie ważne, my przystępując do komunii, możemy prosić o to, by tej samej bliskości doznali nasi bliscy znajdujący się w czyśćcu. Pamiętajmy o tym.

niedziela, 28 marca 2010

POMOC WZAJEMNA

25 VI 1968 r. Mówi Matka.
— Każdy człowiek tęskni za miłością, za atmosferą miłości, w której mógłby rozwinąć się w pełni. To jest ta właściwa nam — jak rybom woda, a ptakom powietrze — atmosfera, otoczenie, to, w czym „zanurzeni" jesteśmy tu. Pomyśl, kochanie, że będziesz już na zawsze z nami, o ile wytrzymasz ten brak, o ile będziesz współpracować z nami nad poszerzeniem królestwa miłości, nad objęciem przez nie ziemi.
— Jak? Co ja mogę zrobić?
— Nie ma człowieka żyjącego na ziemi, który by swoim życiem nie zaważył nad zbliżeniem lub oddaleniem ziemi od nas. I ty obowiązana jesteś dawać innym miłość.
— Skąd?
— Wiesz skąd czerpać, a że nie ma odzewu...? Widzisz nic nie ginie. Każdy odruch miłości, najkrótsza myśl obejmująca kogoś z miłością — działa, jeżeli nawet ty sama nigdy nie zobaczysz skutków.
— Pamiętaj o tym, jeżeli chodzi o N. (koleżankę z pracy); sama chciałaś jej pomóc, teraz masz obowiązek braterski względem niej. I ona ma swoje przeznaczenie, jak każdy z nas, i dla niej istnieje niebo. Poproś dzisiaj przy Komunii o łaskę światła dla niej, o zdolność przyjęcia Chrystusa, który ustawicznie puka do jej drzwi i zawsze zastaje je zamknięte. Wiesz sama, że w sprawach cudzych można wszystko wyprosić. Spróbuj, proszę cię o to. I pomódl się za wszystkie swoje koleżanki, bo wszystkim jest to potrzebne. Ofiaruj je dzisiaj Bogu.

Szczególną uwagę zwracam na następujące zdanie: Wiesz sama, że w sprawach cudzych można wszystko wyprosić.
A więc dwa elementy w sprawach cudzych oraz można wszystko wyprosić.
Dlaczego tak jest? - Pan chce, byśmy wykraczali poza siebie...

czwartek, 25 marca 2010

Niebo to jest ten właśnie prawdziwy nasz świat [2]

W tych warunkach największą chwałą Kościoła Bożego na ziemi jest to, że trwa pomimo wszystko, że Chrystus wciąż żyje w nim i pociąga ku sobie nowych uczniów, nowe grono przyjaciół gotowych nieść Jego Ewangelię — światu; że wciąż pomimo znikczemnienia i upadku duchowego w zdeprawowanej, tak zwanej „cywilizowanej" części ludzkości podnoszą się ludzie czyści, aby kochać i służyć.

To zdanie następuje bezpośrednio po tamtym, które kończyło poprzednią notkę. Przerwałem jednak ten wywód, by podkreślić, że właśnie tu jest miejsce dla każdego z nas, że to każdy/każda z nas jest wezwany/wezwana do świętości.

Ale w ten sposób wyróżnione zostało również to zdanie, że największą chwałą Kościoła na ziemi jest to, że w ogóle jest!

Tak łatwo się obrażamy na Kościół – wystarczy, że Kościół głosi coś, co jest dla nas niewygodne, byśmy od razu uznali, że to księża coś głupiego wymyślili… Ci głupi księża sami świętością nie grzeszą, a od nas wymagają czegoś, co może i było dobre, ale nie w dzisiejszych czasach!
Gdzie tkwi błąd?
Po pierwsze trzeba pamiętać, że Kościół składa się z grzeszników. Z samych grzeszników. Grzesznikami są i księża i zwykli wierni. Nie ma się co na to oburzać – to normalne. Szczególnie wyrozumiali powinniśmy być wobec innych. Z drugiej strony powinniśmy raczej unikać wyrozumiałości wobec siebie – jeśli Kościół coś głosi, to nie to, co wymyślili sobie głupi księża, lecz to, co pozostawił nam Chrystus! Być może to konkretne wymaganie mnie w tej chwili przerasta, ale to oznacza jedynie, te swoje niedostatki powinienem pozostawić Jezusowi, Jego prosić by mnie przemienił, a nie to bym uznał, że to mnie nie dotyczy… Życie wiarą wymaga od nas radykalizmu, ewangelia jest radykalna, ale wszystko, co zostawił dla nas Chrystus, jest właśnie dla nas, jest dla naszego dobra…
Pamiętajmy przy tym, że tylko pozostając w Kościele możemy karmić się tym, co wzmacnia najbardziej – sakramentami - nade wszystko Ciałem Chrystusa. Osobiście wierzę przy tym, że nawet jeśli ktoś nie może być dopuszczony do komunii, to o ile tylko przeżywa jej przyjmowanie w kościele samemu nie przystępując do komunii, to i tak otrzymuje szczególną łaskę od Pana. Innymi słowy namawiałbym wszystkich, którzy są niepogodzeni z Kościołem, by się nie obrażali na Kościół, lecz starali uczestniczyć w jego życiu na tyle, na ile tylko potrafią.

sobota, 20 marca 2010

Niebo to jest ten właśnie prawdziwy nasz świat

8 V 1974 r. Mówi ojciec Ludwik.
— Życie nasze — prawdziwe — jest tu, w wieczności, i do niego jesteśmy przeznaczeni: do życia w miłości wzajemnej z Ojcem naszym, który jest Duchem i Ojcem duchów!
— Ale tam już nie ma materii (w znaczeniu: ziemi, świata)?
— To nie jest „mniej niż materia", to nie jest jakiś zubożony, niepełny świat. To jest ten właśnie prawdziwy nasz świat, nasz dom. Trudno ci to zrozumieć, dziecko, ale pomyśl, że życie na ziemi jest tak niesłychanie krótkie, tak niewspółmierne do wielkości każdego z dzieci Bożych, tak mało możliwości stawia do naszej dyspozycji. Życie nasze w najlepszym przypadku jest tylko zasygnalizowaniem możliwości każdego z nas. Myślę o Chopinie, Norwidzie, Słowackim; z malarzy weź choćby Grottgera. A jeśli myślisz o świętych, to pomyśl, że życie każdego z nich było walką z przeszkodami, przedzieraniem się, karczowaniem, budowaniem dróg, nigdy — dokonaniami w pełni.
Jeżeli czegoś udało się dokonać, założyć zręby nowego porządku, oświetlić na ziemi jeden wąski odcinek dróg, którymi kroczy Miłosierdzie Boże (w wieczności — pełne i nieprzebrane) — myślę o zakonach charytatywnych — to są to tylko sygnały, światła na drodze ludzkości, która idzie w głębokich ciemnościach. Kościół Chrystusowy realizuje się w ludziach i aby mógł zrealizować się w ludzkości całej, musieliby świętymi być wszyscy. A są, jak widzisz, pojedyncze osoby, nawet nie zgromadzenia, nawet nie zespoły; czasami rodziny czy kilka osób bliskich sobie i rozumiejących się. Widzisz, jak to mało.

Mało, mało... Ale tu jest miejsce również na Ciebie!